tagi: battlefield: bad company 2, dice, ea, recenzja
Pożegnaj się z żoną i dzieciakami. Posprzątaj w kuchni, nakarm rybkę i spakuj wszystkie niezbędne rzeczy. Spłać wszystkie długi i zamów ostatnią kolejkę dla przyjaciół przy barze. Acha, i nie zapomnij o testamencie! A jak nie wrócisz? W końcu idziesz na wojnę synu! Ty i Twoja zapchlona, Parszywa Kompania. I to już po raz drugi. A wszystko dzięki tym przeklętym cwaniakom z DICE. Jak sądzisz, czy warto im za to podziękować?
Pierwszy Battlefield: Bad Company to była dopiero zadyma! Seria znana w zasadzie najlepiej z multiplayerowych potyczek na pececie zaliczyła sporą zmianę image,u oferując obok sieciowych batalii solidny tryb single player. Efekt był zadowalający, lecz nie powalający, zaś Bad Company mimo że świetne, musiało ukłonić się królującemu wówczas Modern Warfare. DICE oraz EA nie ustąpiło jednak pola i do stworzenia kontynuacji swojego shootera przygotowało się jak do prawdziwej wojny. Szeroko zakrojona kampania reklamowa, beta testy dla dziennikarzy oraz demo multiplayer rozgrzały oczekujących graczy do czerwoności. Teraz czas na wkroczenie do akcji!
(…)marines nie wolno umierać bez rozkazu! Rozumiecie, gnidy? – Full Metal Jacket
Nazywasz się Marlowe, żołnierzu! Preston Marlowe! Jeśli myślisz, że wojna to kaszka z mleczkiem, to grubo się mylisz. Wojna to piekło, synu! Koniec z uganianiem się za skrzynkami ze złotem (tak jak w poprzedniej kampanii). Koniec z prywatą i przedwczesną emeryturą. Twoje dupsko należy teraz do mnie! Ty i Twoja żałosna kompania ma tym razem przechwycić tajną broń wykradzioną przez Rosjan… i przy okazji uratować naszą Ojczyznę. Czeka Cię kampania bardziej dynamiczna i prostolinijna, nastawiona na czystą akcję, zgodnie ze standardami panującymi obecnie na rynku. Zapomnij o przemierzaniu większych połaci terenu. Teraz, wzorem Modern Warfare prowadzony będziesz od jednej większej potyczki do drugiej. Będzie czekać na Ciebie więcej skryptów niż w jedynce, ale nie bój się – będą wplecione w rozgrywkę z odpowiednim wyważeniem. Będzie czekać na ciebie zgraja uzbrojonych po zęby ruskich.
Nie są to geniusze, na normalnym poziomie trudności grzecznie wystawiają swoje łby na ostrzał. Ale pilnuj się! Nadrabiają liczebnością. Twoja kompania to sami dobrzy znajomi. Haggart, Sweetwater i Sierżant Redford to prawdziwi żołnierze –umierają tylko na rozkaz. A ja im nie wydałem takiego rozkazu! Będą więc towarzyszyć Ci przez intensywną, acz krótką kampanię (7-8 godzin). Nie martw się. I tak będziesz miał ręce pełne roboty. To Ty tu grasz pierwsze skrzypce synu!
Na początku będzie Ci ciężko. Oprawa gry da Ci w kość już przy pierwszym zetknięciu. Słabe tekstury strzelą Cię w pysk, zaś widoczny aliasing tak szarpnie krawędziami, że aż gałki oczne sobie pokaleczysz. Na domiar złego szykuj się na blokowanie Twojej postaci w różnych dziwnych miejscach oraz wyzierającą z wnętrz budynków pustkę (wystrój oraz jego detale są wręcz symboliczne). Ale bądź twardy! Nie mazgaj się! W końcu będziesz działał na silniku Frosbite, które DICE dopieściło od czasów pierwszej części. Czeka Cię rozpierducha na niespotykaną w innych strzelaninach skalę! Prawdziwe piekło na ziemi, dlatego zapamiętaj moje słowa – Twój granatnik, to Twój najlepszy przyjaciel! Utoruje Ci drogę do wielu taktycznych zagrywek na polu walki. Nie wszystko da się wprawdzie zniszczyć, ale i tak efekt jest piorunujący. Madern Warfare może się pod tym względem schować!
Szykuj sobie ciepłe kalesony i maść na komary chłopcze. Będziesz odwiedzał wiele różnych, ciekawych miejsc. Boliwijska dżungla, szczyty gór w Andach… to tylko kilka przykładów. Ale nie licz na podziwianie widoków. Jesteś w armii, więc masz strzelać. A będziesz to robić niezmiernie często. Czekają Cię klasyczne potyczki z wrogimi oddziałami, snajperskie oczyszczanie drogi kompanom, czy świetna i klimatyczna przeprawa w śnieżycy, gdzie będziesz musiał biegać między jednym źródłem ciepła, a kolejnym aby nie odmrozić sobie tyłka. Weź się w garść chłopaku! To dopiero początek. Przecież dochodzi jeszcze sztandarowa dla serii zabawa z pojazdami. Co powiesz na przejażdżkę w kolumnie Abramsów pomiędzy usytuowanymi na zboczach gór Chilijskimi wioskami?
Chyba nie muszę mówić, co zostawisz za sobą po takiej podróży. Z drugiej strony nie unikniesz wrażenia, że wszystko to już gdzieś się widziało. Ostrzał z Blackhawka, ucieczka ciężarówką przed wrogim śmigłowcem, strzelanina na pokładzie samolotu. Bad Company 2 to festiwal znanych motywów, które były już tak często wykorzystywane, że z trudnością podbiją ciśnienie bardziej doświadczonemu wojakowi. Nie miejmy DICE tego za złe. W końcu wszystkie wojny są takie same. Kampania, która Cię czeka, będzie trzymała dosyć wysoki poziom, jednak nie wybije się poza znane w gatunku schematy. To w trybie multiplayer czeka Cię kwintesencja tego czym jest Bad Company 2.
Screeny z gry:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz